Powrótdo góry

XIX stulecie było casem, w którym medycyna zaczęła poznawać ludzkie ciało na nowo. Po raz pierwszy lekarze otrzymali do dyspozycji narzędzia pozwalające im naprawdę widzieć, słyszeć i mierzyć – nie w przenośni, lecz dosłownie.

 Wynalazki, które dziś wydają się tak oczywiste, w swoim czasie działały jak otwarcie drzwi do zupełnie innego świata: świata, w którym choroby można było badać, a nie tylko przeczuwać́, a pacjent przestawał być zagadką skrywaną pod warstwą skóry.

To właśnie w tej epoce – epoce pary, kolei, elektryczności i gwałtownego przyspieszenia technicznego – medycyna zaczęła przeobrażać się z mieszaniny tradycji, intuicji  i sporadycznych odkryć w dyscyplinę stopniowo opartą na powtarzalnych pomiarach  i obiektywnych obserwacjach. Równocześnie jednak nauka rozwijała się nierównomiernie. Obok przełomowych prac z fizjologii, chemii czy mikrobiologii, nadal funkcjonowały terapie wyrastające z wielowiekowej tradycji humoralnej, niekiedy bezskuteczne, bywało – groźne. Efektem był wyraźny dysonans: w laboratoriach rodziła się nowoczesność, podczas gdy w wielu gabinetach medycznych utrzymywały się praktyki bardziej oparte na wierze niż wiedzy. W takim właśnie krajobrazie pojawiły się pierwsze narzędzia diagnostyczne nowej ery, które pozwoliły lekarzom wyjść poza domysły. Dzięki nim stare specjalizacje odmładzały się, a nowe – okulistyka, laryngologia czy anestezjologia – dopiero zaczynały pisać własną historię.

 Precyzja w miejsce domysłów

W 1816 roku francuski lekarz René Laennec (1781–1826) powodowany frustracją i skrępowaniem koniecznością przyłożenia głowy bezpośrednio do klatki piersiowej pacjentki, skonstruował pierwszy w świecie stetoskop – zwinięty w rulon papier. Papierowa konstrukcja nie była jednak trwała, dlatego Laennec skonstruował trwalszy model – wydrążony drewniany cylinder o długości 25 cm i średnicy 2,5 cm, który później zmodyfikował tak, że rozkładał się na trzy części. Nazwa odwołuje się do greckich słów:  stethos, czyli klatka piersiowa oraz skopos, czyli obserwator. To proste urządzenie pozwoliło nie tylko „usłyszeć” serce i płuca, ale także ustandaryzować badanie pacjenta. Laennec po raz pierwszy opisał charakterystyczne odgłosy, takie jak szmery, rzężenia czy trzeszczenia i powiązał je z konkretnymi chorobami.

Wynalazek podzielił środowisko na entuzjastów i tradycjonalistów, którzy woleli słuchać klatki piersiowej „na ucho”. Pomimo, iż w czasopiśmie medycznym „New England Journal Medicine” odnotowano wynalezienie stetoskopu w 1821 r., to przez kilka dekad niektórzy lekarze podchodzili do niego z dużą niechęcią. Nawet założyciel Amerykańskiego Towarzystwa kardiologicznego Lewis A. Connor ciągle nosił przy sobie chusteczkę, aby umieścić ją na piersi pacjenta przy bezpośrednim osłuchiwaniu. Stetoskop Leanneca przeszedł wiele przemian, ale zachował tę samą zasadę działania. Ten prosty wynalazek zapoczątkował erę precyzyjnej auskultacji i do dziś pozostaje symbolem zawodu lekarza.

 Kontrola i rytuały

 W latach 50. XIX w.  niezależnie od  siebie, Alexander Wood (Szkocja) i Charles Gabriel Pravaz (Francja), zainspirowani wynalazkiem Francisa Rynda – wydrążonej i pustej w środku igły – zaprojektowali prawdziwą medyczną strzykawkę.

Dr Pravaz swoją strzykawkę wynalazł przy okazji prowadzonych prób leczenia tętniaków. Ćwiczył na zwierzętach – wstrzykiwał im do rozszerzonych tętnic chlorek żelazowy, aby spowodować powstanie skrzepu. Jego strzykawka była metalowa z zewnętrzną nakrętką motylkową. Obracając „motylkiem” wprawiano w ruch skórzany tłok poruszający się na naciętym gwincie. Można było precyzyjnie dawkować podawany lek kropla po kropli, w sposób kontrolowany. Minusem był skórzany tłok, który nienawilżony płynem rozszczelniał się i rozpadał. Dr Alexander Wood chciał ulżyć losowi chorych, którzy nie tolerowali ówczesnego znieczulenia chloroformem lub eterem. Jego strzykawka była szklana, zakończona metalowym stożkiem z przyśrubowaną do niego igłą. Tłok owinięty był bawełnianym knotem, przez co ściśle przylegał do cylindra. Ta strzykawka – jednorazowego użytku ! –  była stosowana do aplikowania podskórnie roztworu morfiny (odkrytej w 1804 r.), którą aplikowano bezpośrednio w okolice zakończeń nerwowych przewodzących ból. Dopiero pod koniec XIX w. francuska firma Luer wprowadziła strzykawki wielokrotnego użytku wykonane w całości ze szkła. Wynalezienie strzykawki umożliwiło nie tylko zastrzyki podskórne i domięśniowe, ale także przyczyniło się do rozwoju  farmakoterapii opartej na szybkim i kontrolowanym działaniu leków.

W 1870 r. dr Thomas C. Allbutt opublikował artykuł „Medical Thermometry”, w którym przedstawił historię termometrii i opisał swój wynalazek: termometr kliniczny o długości około 15 centymetrów, rejestrujący temperaturę pacjenta w zaledwie pięć minut. Ówcześnie używane termometry były długości 30 cm, a dokładny pomiar temperatury zajmował nawet dwadzieścia minut. Nowa wersja termometru, który lekarz mógł nosić w kieszeni, została szybko zaadaptowana przez środowisko. Od tego momentu gorączka stała się jednym z podstawowych parametrów diagnostycznych, a „mierzenie temperatury” – codziennym rytuałem medycznym.

Popatrzeć w głąb (dosłownie)

Przełom w badaniu oczu nastąpił w 1851 roku, kiedy Hermann von Helmholtz (1821–1894) skonstruował oftalmoskop. Urządzenie to pozwalało obejrzeć dno oka – naczynia krwionośne, tarczę nerwu wzrokowego czy siatkówkę. Wcześniej lekarze mogli jedynie domyślać się co dzieje się w środku gałki ocznej. Oftalmoskop stał się początkiem prawdziwej rewolucji bo zaczęto dokładnie rozpoznawać choroby siatkówki. Odkryto, że zmiany w oku mogą być pierwszym objawem schorzeń ogólnoustrojowych (np. cukrzycy), a przy okazji powstała możliwość prowadzenia systematycznej obserwacji wad wzroku.

Równolegle rozwijały się narzędzia do badania refrakcji: tablice Snellena (1862, Herman Snellen) czy zestawy szkieł próbnych i oprawki do ich szybkiej wymiany. Dzięki nim dobieranie okularów przestało być sztuką i zgadywaniem, a stało się procedurą diagnostyczną opartą na powtarzalnych testach. W ten sposób narodziła się nowoczesna okulistyka.

Choć brzmi to zaskakująco, początki laryngologii to również historia… lusterek. W 1855 roku Manuel García, hiszpański śpiewak i pedagog, wykorzystał małe lusterko dentystyczne do obejrzenia swoich fałdów głosowych w odbiciu. To on jako pierwszy zobaczył ludzką krtań „na żywo”. Odkrycie to podchwycili lekarze. Kilka lat później Johann Czermak (1828–1873) i Ludwig Türck (1810–1868) wprowadzili metodę badania krtani do praktyki klinicznej. Z kolei rozwój czołowego lusterka laryngologicznego (standard od lat 60. XIX w.) i nowoczesnych wzierników nosowych i gardłowych, pozwolił lekarzom zobaczyć te obszary, które przez stulecia pozostawały niedostępne. W efekcie zarówno diagnostyka chorób górnych dróg oddechowych, jak i ich leczenie weszły na zupełnie nowy poziom.

                          Zbiory Muzeum Historii Medycyny i Farmacji ŚIL; foto: Wiki Kot

  Narzędzia dzięki, którym medycyna wkroczyła w epokę nowoczesnej diagnostyki, pozwalając lekarzom  widzieć, słyszeć i mierzyć z niespotykaną dotąd precyzją.

Post scriptum

W XIX wieku medycyna wkroczyła w epokę nowoczesnej diagnostyki dzięki wynalezieniu narzędzi, które pozwoliły lekarzom widzieć, słyszeć i mierzyć z niespotykaną dotąd precyzją. Choć była to era dynamicznego rozwoju nauk przyrodniczych, praktyka kliniczna wciąż często opierała się na przestarzałych poglądach, co prowadziło do wyraźnego rozdźwięku między nową wiedzą a codziennym leczeniem. Kluczowe wynalazki – takie jak stetoskop Laenneca, strzykawka Wooda i Pravaza, termometr kliniczny Allbutta, oftalmoskop Helmholtza, a także narzędzia laryngologiczne – całkowicie odmieniły sposób badania pacjentów. Pozwoliły one standaryzować diagnostykę, rozwijać nowe specjalizacje (m.in. okulistykę i laryngologię) oraz wprowadzać bardziej kontrolowane, skuteczne terapie. Choć wprowadzenie tych innowacji spotykało się początkowo z oporem, ostatecznie stworzyły one fundament nowoczesnej medycyny, w której intuicję zastąpiły mierzalne, obiektywne dane, a lekarz otrzymał możliwość bezpośredniego „zajrzenia” w głąb ludzkiego ciała.

XXI wiek przejdzie do historii jako epoka rewolucji cyfrowej, która spowodowała niebywały rozwój technologii medycznej opartej na systemach komputerowych. Stopień doskonałości obrazowania ludzkiego ciała, zarówno w sensie diagnostycznym jak i operacyjnym, były trudne do wyobrażenie 20 lat temu. Wątpliwości jednak budzi coraz szersze zastosowanie sztucznej inteligencji we wszelkich dziedzinach życia. Z jednej strony może wpływać na ułatwianie stawiania diagnozy i poprawę zdolności zabiegowych, ale z drugiej strony niesie ryzyko utraty własnej inteligencji i twórczego myślenia przejmowanego za nas przez maszynę. Mam nadzieję, że za kolejnych 20 lat jedynym instrumentem myślącym na kuli ziemskiej nie zostanie sztuczna inteligencja, bez której bezmyślny człowiek nie będzie się w stanie obejść.                                                                                                                 

Katarzyna B. Fulbiszewska

Koordynator Ośrodka Dokumentacji Historycznej ŚIL

 

Słuchaj rozmów w formie podcastu

ProMedico - Słuchaj rozmów w formie podcastu