Powrótdo góry

Rozmowa z  Aleksandrą Zawadzką-Rosiak, psychologiem o specjalności klinicznej

 

 

Agresja to dziś język, który słychać zbyt często – na ulicy, w szkołach, pracy, w świecie online… 

Od kilku lat mam poczucie, że żyjemy w społeczeństwie, które ulega emocjonalnemu przeciążeniu. Duży wpływ mogą mieć czynniki zewnętrzne takie jak kilka lat pandemii, wojna niedaleko nas, niepewność ekonomiczna, tempo życia. Te napięcie przekłada się na sposób, w jaki ludzie reagują. Często gwałtownie, impulsywnie, czasem wręcz nieprzewidywalnie. A jednym z najczęstszych ujść tych emocji stała się agresja.

Skąd dziś bierze się taka agresja wśród ludzi?

Psychologia tłumaczy to wielowymiarowo. Model ABC agresji (Anderson & Bushman)  wyjaśnia, że wynika ona ze zderzenia czynników sytuacyjnych jak frustracja, używki, stres; osobowościowych (np. wyższa impulsywność) i neurobiologicznych.  Na to jak potrafimy regulować emocje ma również wpływ środowisko, czynniki wychowawcze i rodzinne. Dodatkowo, według teorii Cannona jeśli pojawia się w nas zagrożenie, to zaczynamy funkcjonować w trybie walki, ucieczki lub zamrożenia. Wtedy maleje zdolność do samokontroli ale również empatii. Więc jeśli na przykład jesteśmy przeciążeni stresem to nasz układ nerwowy skupia się na przetrwaniu, nie na uprzejmości. Agresja może stać się strategią ochronną – nieoptymalną, ale szybką.

A co z przestrzenią publiczną?

Media społecznościowe, internet, grupy dyskusyjne wzmagają radykalizację emocji. Sprzyja temu anonimowość, tzw. efekt deindywidualizacji. Uczestnicy internetu zaczynają zachowywać się inaczej w grupie niż indywidualnie. Znika poczucie osobistej odpowiedzialności, osłabia się kontrola i tolerowanie zachowań impulsywnych, osłabia się również wrażliwość społeczna. Efektem tego może być „rozlanie” agresji, która nie jest skierowana personalnie, ale uderza w tych, którzy są pod ręką.

Dlaczego na celowniku agresorów znaleźli się pracownicy ochrony zdrowia?

Odpowiedź może być brutalnie prosta: jesteśmy widoczni. Mamy na sobie identyfikatory, fartuchy, uniformy – jesteśmy twarzami  pewnego systemu, który od lat budzi wiele emocji. Lekarz, ratownik, pielęgniarka – łatwo obarczyć ich winą za chaos, ból, cierpienie, niepewność. Bywamy tymi, którzy przekazują trudne informacje. Dodatkowo ataki mają miejsce, bo pacjent myśli, że może sobie pozwolić.

Czy gesty, jak marsze milczenia, coś zmieniają?

Tak, ale nie rozwiążą problemu systemowo. Są sygnałem – do społeczeństwa, ale i do nas samych – że nie chcemy się na tę przemoc zgadzać, że stawiamy granice. W psychologii mówimy o sile wspólnoty i poczuciu sprawstwa – a takie działania mają moc wzmacniania jedności.

Czy ta agresja to polska specjalność?

W wielu krajach personel medyczny doświadcza agresji. Różni się jej natężenie i reakcja instytucji. W raporcie WHO z 2023 roku podkreślono, że aż 63% pracowników ochrony zdrowia w Europie doświadczyło przemocy słownej lub fizycznej. Polska nie jest wyjątkiem.

Co możemy zrobić?

Po pierwsze – potrzebujemy społecznej psychoedukacji o emocjach, zarządzaniu stresem, o tym jak alkohol  i środki psychoaktywne wpływają destrukcyjnie na organizm i zachowanie, jak wspierać młodych ludzi w ich rozwoju psychicznym. Po drugie – systemowych działań chroniących personel: procedur i wsparcia psychologicznego. I po trzecie – wspólnoty. Bo nie przetrwamy tego w pojedynkę. Co istotne, nie możemy jako  społeczeństwo traktować przemocy wobec medyków jak coś, co „się czasem zdarza”. Nie, to się nie ma prawa zdarzać.

Rozmawiał: Piotr Biernat

 

Aleksandra Zawadzka -Rosiak pracuje na klinicznym oddziale psychiatrycznym Wielospecjalistycznego Szpitala Powiatowego w Tarnowskich Górach oraz Centrum Zdrowia Psychicznego

 

 

 

 

 

 

Słuchaj rozmów w formie podcastu

ProMedico - Słuchaj rozmów w formie podcastu