Powrótdo góry

   Historia medycyny uczy, że zawsze, bez względu na epokę, istniały pewne granice jej rozwoju, które w danym czasie były nie do przekroczenia. I dopiero upływ czasu, a wraz z nim udoskonalenie i wprowadzenie nowych narzędzi badawczych pozwoliło, i nadal pozwala, na postęp i określenie kolejnego paradygmatu, poszerzającego granice skuteczności diagnostyki i leczenia chorych o coraz to nowe obszary. Należy jednak bardzo wyraźnie podkreślić, że wszystkie założenia w odniesieniu do procesów myślowych, znajdujących się poza obowiązującymi aktualnie granicami naszej wiedzy, nie stanowią jeszcze nauki per se, stanowią natomiast swego rodzaju wyzwanie i obietnicę dalszych postępów w rozwoju medycyny, narażając jednak lekarza na ryzyko niepowodzeń i porażek. Ale to ryzyko porównać tylko można do chęci przekroczenia Rubikonu przez Cezara.     

   Warto zastanowić się, jakie czynniki wpływają na przekraczanie kolejnych barier w rozwoju medycyny? Pomijając rolę przypadku sądzę, że jednym z najważniejszych jest możliwość kontynuacji i utrzymania ciągłości pracy oraz nauczania w poszczególnych klinikach, instytutach i oddziałach. Bo na wypracowanie wiedzy, umiejętności, a przede wszystkim doświadczenia ośrodka leczniczego nie wystarczy nakazowe otwarcie, łączenie, albo tak modne ostatnio pojęcie – konsolidacji oddziałów i szpitali. To są przecież lata pracy wielu pokoleń lekarzy i ich nauczycieli w celu wypracowania określonych standardów postępowania, bez względu na poziom referencyjności. Obecnie przyjmuje się za najważniejsze czynniki braku zadowolenia lekarza, czy pielęgniarki  z pracy brak jasno przedstawionego przez zwierzchnika zakresu obowiązków oraz bałagan decyzyjny na różnych szczeblach zarządzania. Nie bez znaczenia są też panujące w danym ośrodku warunki socjalne. Dopiero na kolejnym miejscu znajduje się przepracowanie wywołujące stan wypalenia zawodowego, na końcu zaś płace.

   Naturalnie, że w imię interesów należy starać się eliminować najsłabsze ośrodki, aby poziom średniej przeciętności stawał się coraz wyższy. Jaka jest jednak definicja takiego słabego ośrodka? Bowiem z krzywej Gaussa wynika iż zawsze będzie ten najlepszy (wyjątki) i ci najsłabsi (w większości). Z pewnością jednak większość (o ile nie wszystkie) z tych nielicznych wiodących ośrodków wywodzi się z przeciętnych, być może i w przeszłości, słabych. Zaś nakazowa, rewolucyjna transformacja eliminuje stopniowy ewolucyjny rozwój tych słabszych, przeważnie niedofinansowanych, pozwalając na zaprzepaszczenie ich dotychczasowych osiągnięć chociażby na średnim poziomie przeciętności. Zwykłemu pacjentowi zależy przecież przede wszystkim na rzetelnym zaspokojeniu podstawowych potrzeb zdrowotnych, nie zaś na tułaniu się po świecie w nadziei na uzyskanie pomocy w ośrodku, chociażby o najwyższym stopniu referencyjności.             

   A skoro o finansach i o tzw. konsolidacji placówek służby zdrowia mowa, to należy zadać pytanie o to jakie ośrodki lecznicze należy rozwijać, względnie tworzyć, które zaś likwidować. Tutaj warto odnieść się do obowiązującej w ekonomii zasady Vittorio Pareto, która mówi, że 20% pracowników zatrudnionych w jakiejkolwiek instytucji wykonuje 80% pracy, 50% pracowników realizuje 15%zadań, zaś 30% zaledwie 5%. Zasada ta odnosi się również do wypracowywanych przez daną instytucję (w tym przypadku szpitala) zysków.

   Jeżeli zbilansujemy wypracowywaną wartość procedur diagnostyczno – leczniczych, to 20% tych procedur przynosi szpitalowi aż 80% wszelkich zysków, a 30% – zaledwie 5%. Dlatego też właśnie w te, przynoszące główny zysk procedury, należy inwestować i promować je, w oparciu o tradycje i wieloletnie doświadczenie danego ośrodka. Przecież niewielki nawet zysk od dużego kapitału stanowi więcej niż odwrotnie – duży zysk, od małego kapitału. Co nie znaczy, że szpital nie powinien dbać także o rozwój procedur przynoszących nawet ten najmniejszy zarobek. A tak przy okazji, warto może zastanowić się też nad strukturą zatrudnienia w placówkach służby zdrowia, zwłaszcza nad proporcją białego personelu w stosunku do liczby pracowników administracji.

   Zaś zarządzający placówkami służby zdrowia powinni promować nie tylko rozwój procedur diagnostyczno – leczniczych, które są najbardziej rozwinięte i dochodowe, ale także dbać o ludzi którzy te procedury wykonują. W przeciwnym razie przeciętna jakość wykonywania procedur medycznych w Polsce będzie stopniowo obniżać się, a to odbije się negatywnie na codziennej opiece nad chorym.         

 

Słuchaj rozmów w formie podcastu

ProMedico - Słuchaj rozmów w formie podcastu