09 lipca 2025
Narkotyki to substancje i sytuacje, które czynią nieznośne znośnym – taka szeroka definicja potencjalnych uzależnień obejmuje zarówno uzależnienia chemiczne, jak również czynnościowe (czyli behawioralne).
Samo uzależnienie jest wynikiem obrony mózgu przed substancją lub sytuacją, która powoduje stymulację receptorów dopaminowych, serotoninowych czy opioidowych. W wyniku tej obrony mózgu przed przestymulowaniem, receptory regulują zwykle w dół, czyli zmniejszają swoją wrażliwość i liczbę, przez co substancja lub sytuacja uzależnieniowa powoduje mniejszy efekt. Z kolei po zaprzestaniu długotrwałej stymulacji, mózg reaguje objawami przesterowania receptorów, które nazywamy abstynencją. Ponieważ mózg ma zdolność do samoregulacji receptory wracają samoistnie do swojej naturalnej wrażliwości w okresie od kilku tygodni do paru miesięcy.
Tak rozwijająca się tolerancja, zamiast być spostrzegana jako wynik obrony mózgu przed nadmierną stymulacją, jest zwykle powodem zwiększania dawki substancji lub intensywności zachowania uzależnieniowego celem utrzymania oczekiwanego poziomu stymulacji.
Pamiętam prawnika, który po kilku latach nadużywania benzodiazepin łykał dziennie 60 tabletek temazepamu, a także innego pacjenta, który zaczynał onanizowanie się przy filmach erotycznych, a skończył na twardej zoofilskiej pornografii, ponieważ nic innego już go nie podniecało. W reakcji opisanej na substancje czy sytuacje uzależniające nie ma więc żadnej naukowej tajemnicy.
Dziwne jest bardziej to, dlaczego, wbrew zdrowym mechanizmom regulacji receptorowej i świadomości niekorzystnego wpływu na zdrowie, ludzie nadal chcą przyjmować narkotyki, pić alkohol albo grać w hazard czy gry komputerowe? Odpowiedź znowu jest prosta – bo jest im źle, żyją bez osiągania dobrostanu, który poza medycyną określa się szczęściem. Dla człowieka, któremu jest źle zawsze istniały dwie drogi.
Jedna, trudniejsza, polegała na działaniu i zmianie sytuacji życiowej tak, żeby w reakcji na nią czuł się dobrze. Druga, prostsza, polega na regulowaniu negatywnych emocji poprzez wypicie drinka, zjedzenie słodkiego batonika, zapalenie papierosa, onanizowanie się przy pornografii czy włączenie gry komputerowej albo serialu.
Takie szybkie i proste sposoby regulowania emocji sprawdzają się więc do ucieczki od problemu i są kontynuowane ponieważ działają, według zasady, że utrzymywane są tylko te zachowania, które są skuteczne. Przykładowo, niewiele osób otyłych (dziś: z chorobą otyłościową) zdaje sobie sprawę, że są ofiarą opisanego nieprawidłowego regulowania emocji. Jedzenie z powodów emocjonalnych (ang. emotional eating) jest patologiczną strategią behawioralną regulowania negatywnych emocji, która prowadzi do przyrostu masy ciała, a dopiero w efekcie – do rozregulowania pętli głodu i sytości ze wszystkimi mniej lub bardziej tragicznymi powikłaniami somatycznymi i psychicznymi.
Pojawia się kolejne pytanie: dlaczego ludzie nie wybierają pierwszej ścieżki i nie biorą się za swoje życie, doprowadzając do sytuacji, od której nie chcą uciekać? Przecież, jak mówi staropolskie przysłowie: syty po miodzie depcze. Ludzie szczęśliwi nie potrzebują alkoholu, podobnie jak ludzie zakochani nie zdradzają partnerów. Odpowiedź jest znowu prosta – to przez lenistwo, a właściwie ekonomię energetyczną, które jest ewolucyjną adaptacją i cechą ludzkiej natury.
Naturalne lenistwo człowieka jest odpowiedzialne za poszukiwanie najłatwiejszych dróg zaspokajania potrzeb. Jest to jedną z przyczyn i odpowiedź na pytanie dlaczego nadużywanie alkoholu i substancji psychoaktywnych towarzyszy człowiekowi od początku cywilizacji; człowiek chciał poczuć się dobrze bez wysiłku związanego z robieniem czegoś, co da mu radość i przyjemność. Problem w takich zastępczych sposobach regulacji emocji polega na tym, że kiedy człowiek trzeźwieje, wyłącza film czy kończy się działanie marihuany wraca do tej samej sytuacji, z której chciał uciec i znowu – mając do wyboru wysiłek związany z tym, żeby rozwiązać problem w pracy, związku czy odbyć trudną rozmowę z dzieckiem, lub też pójść drogą na skróty, naturalnie większość osób wybierze to drugie.
Droga po linii najmniejszego oporu nigdy nie prowadzi w górę, dlatego tendencja do jej wybierania jest wrogiem ewolucji ludzkiego gatunku. Ludzkie lenistwo skraca również życie. Trudno współcześnie spotkać osobę pracującą, która nie marzy o dniu, kiedy nie będzie musiała iść do pracy, czyli o przejściu na emeryturę. Osoby przechodzące na emeryturę tracą rytm dotychczasowego życia, związany ze schematem czasu pracy, aktywności i wypoczynku. Zwykle w ciągu 3-4 lat zaczynają chorować na choroby somatyczne i psychiczne, tracą zainteresowania, przestają szukać kontaktów z ludźmi, unikają wychodzenia z domu, a głównymi tematami ich rozmów stają się kłopoty i dolegliwości zdrowotne albo życie ich wnuków.
Pozostaje to w kontraście do ich rówieśników, którzy nie decydują się na emeryturę i pozostają aktywni zawodowo. Ludzie ci są nadal aktywni poza pracą, są zdrowsi, mają większą satysfakcję z życia, nie żyją przeszłością tylko przyszłością, nie myślą o śmierci tylko o życiu, często są nadal aktywni seksualnie, wyglądają młodziej niż wskazuje na to ich wiek metrykalny i żyją dłużej.
Takie codzienne obserwacje lekarskie stawiają pod znakiem zapytania sensowność przechodzenia na emeryturę, a przynajmniej – zdrowotny efekt kończenia aktywności zawodowej. W takim wydaniu aktywność człowieka, będąc w konflikcie z wrodzonym lenistwem, wydaje się jedną z recept na poszukiwaną przez medycynę długowieczność.
W świecie epidemii zaburzeń osobowości wśród nastolatków powstaje nowa populacja osób niedojrzałych, którzy wchodząc później w dorosłość są niezdolni do mobilizacji i wytrwałości i nie radzą sobie z byle frustracją. Osoby te nie są pacjentami psychiatrii dzieci i młodzieży – rodzice często mylę problemy wychowawcze z ADHD, zespołem Aspergera, chorobą afektywną dwubiegunową czy depresją. W okresie dojrzewania normą wiekową jest labilność i ambiwalencja emocjonalna, depresja młodzieńcza i generalnie – kryzysy.
Przechodzenie i pokonywanie kryzysów, to droga do powstawania skonsolidowanej i dojrzałej osobowości. Popularny model bezstresowego wychowania, czyli dzieciństwa bez trudności, bez zadań domowych w szkole podstawowej i zaspokajania natychmiast potrzeb i kaprysów dzieci i nastolatków tworzy słabość, a nie siłę. Niestety, zza tego obrazka wyłania się wizja nowej psychiatrii, oferującej nieszczęśliwym i nieradzącym sobie z życiem rzeszom dorastających ludzi narkotyki jako leki.
W Australii zarejestrowano już dwa narkotyki– psylocybinę (ang. magic mushshrooums) i MDMA (Ekstazy). Może tak być, że czeka nas świat, w którym psychiatria będzie oferować ludziom legalne narkotyki, a tego myślę nikt nie chce i nie próbuje sobie nawet wyobrazić. Ale to do środowiska lekarskiego należy przeciwdziałanie używania psychiatrii do wprowadzania narkotyków tylnymi drzwiami na legalny rynek. Medyczne konsekwencje takiego procederu mogą być dewastujące.
W artykule użyłem fragmenty książki „Kosmetologia Psychiatryczna w praktyce” (Marek Krzystanek, EduFactory, Katowice 2025
Najnowsze artykuły
Popularne
Słuchaj rozmów w formie podcastu














