Powrótdo góry

Rozpoczynający obecnie studia przyszły lekarz może pracować do lat siedemdziesiątych-osiemdziesiątych XXI wieku. Obserwując zmiany zachodzące w medycynie i przewidując ich dalszy szybki postęp należy zadać sobie pytanie: jak kształcić przyszłych lekarzy, aby funkcjonowali optymalnie w przyszłym  zmieniającym się świecie.

 Pytanie o kształcenie lekarzy jest nie tylko trudne i wielowątkowe, ale nie ma też na nie jednej odpowiedzi. Cieszę się, że proces udoskonalania dydaktyki studiów lekarskich sukcesywnie się rozwija, a nie będąc ekspertem od tych spraw jedynie podzielę się  moimi refleksjami.

 Podstawowym zadaniem jest próba przewidzenia jaką wiedzą i umiejętnościami powinni wykazywać się przyszli lekarze. Obserwując medycynę ostatniego półwiecza należy stwierdzić, że ilość wiedzy, w tym w większości wiedzy stosowanej, ogromnie się zwiększyła i szybko dalej pomnaża. Jednocześnie dostęp do informacji zmienił się diametralnie. Wydaje się więc, że należy odchodzić od „wtłaczania” w studenta zwiększonej ilości wiadomości na rzecz kształcenia umiejętności sprawnego odszukania, zweryfikowania i zastosowania potrzebnej informacji w praktyce. Obecne pokolenie studentów urodziło się w pełni cyfrowym, technologicznym świecie. Dlatego nie trzeba ich uczyć współdziałania ze sztuczną inteligencją i systemami informacji, ale studia lekarskie powinny nauczyć ich nie tylko stosowania, lecz przede wszystkim, weryfikacji uzyskanych informacji, w tym praktycznych podstaw medycyny opartej na faktach.

Medycyna, aby rozpowszechnić zasady nowoczesnego postępowania wytwarza algorytmy, rekomendacje, kryteria itd. Jest to wielka jej wartość, ale ujawnia się tendencja do nieprawidłowego, pozbawionego indywidualizacji, wykorzystywanie tych schematów postępowania. Należy pamiętać, że żadne rekomendacje lub algorytm medyczny nie są „instrukcją naprawiania chorego narządu” i nie zwalniają lekarza z myślenia. Co więcej, sztuczna inteligencja nie zawsze pozwala na uzyskania poprawnych rozwiązań problemów klinicznych. Tym bardziej, studia powinny rozwijać umiejętność twórczego rozwiązywania problemów klinicznych, zarówno tych codziennych jak i rzadziej spotykanych. Mówiąc, żargonowo, trzeba posiąść umiejętność właściwego spojrzenia na indywidualność choroby i pacjenta, spotykanego codzienne, aby nie przeoczyć sytuacji nietypowych i właściwie na nie zareagować.

 Rozwijanie tzw. „myślenia lekarskiego” powinno zastąpić pamięciowe uczenie się (wymuszone niestety egzaminami testowymi) niepotrzebnych, a łatwych do odszukania, szczegółów. Można rozważyć pewne ograniczenie nauczania większości przedmiotów do istotnych ich podstaw, tworząc minimum programowe pod przykładową nazwą: budowa i funkcjonowanie człowieka w  zdrowiu i chorobie. Nietrudno się domyślić, że obejmie ono m.in. zagadnienia morfologii, fizjologii, immunologii i biologii molekularnej. Obawiam się, że znaczne zmniejszenie zakresu dotychczas nauczanych przedmiotów będzie nie lada wyzwaniem dla zespołu układającego program. Wszystkie przedmioty muszą być bardzo znacznie okrojone, a to wywoła burzę wśród nauczających poszczególne dyscypliny. Z drugiej strony, w szczerych rozmowach, studenci i lekarze przyznają, jak wiele zagadnień nauczanych w ramach tzw. „teorii”, czyli nauk podstawowych nie znajduje zastosowania w przyszłej pracy zawodowej. Dotyczy to nawet przedmiotów uważanych tradycyjnie za bardzo fundamentalne w naukach lekarskich. Student nie powinien uczyć się tych przedmiotów, które nadgorliwie wymagają nauczający, ale tego co ma większe prawdopodobieństwo, że przyda mu się w przyszłej pracy w codziennym kontakcie z pacjentem. Świadomie nie podam przykładów, ale wielu z nas pamięta przedmioty, mało przydatne w przyszłej pracy, lecz nadmiernie szczegółowo egzekwowane przez nauczających.

Drugim blokiem, w którym wydaje się potrzebne zmniejszenie ilość wymaganej wiedzy pamięciowej może być blok nauczania określony jako podstawowe zasady postępowania z człowiekiem chorym. Znowu wymaga on wskazania studentom nowocześnie pojętej propedeutyki oraz podstaw diagnostyki i terapii, z nastawieniem na właściwą interpretację wyników uzyskanych dzięki nowoczesnym technologiom. Kontrowersje i „walki” o nauczanie poszczególnych przedmiotów jakie wywoła to ograniczenie będą podobne do opisanych powyżej.

 Ograniczenie ilości pamięciowego nauczanego materiału, na rzecz korzystania ze współczesnych źródeł informacji, pozwoli na wprowadzenie intensywnego kształcenia praktycznego rozwiązywania, konkretnych, częściej spotykanych problemów klinicznych, stale wspomaganego przez systemy informatyczne. Wyobrażam sobie to jako samodzielną pracę nad wirtualnymi chorymi. Studenci mieliby określony czas na rozpracowanie problemu klinicznego, a następnie dyskutowali przygotowane rozwiązania. Istotne jest, aby stawiane im zadania, byłyby dla nich nowe, a nie byłyby tymi, o których poprzednio mówiono. Tym samym uczyliby się podejścia do nowo spotkanych problemów, dysponując jedynie znajomością podstawowych zagadnień postępowania klinicznego i dostępem do źródeł informacji.

 Na pewno kontrowersje wzbudzi rozważanie wprowadzenia „kierunków” lub „specjalizacji” już podczas końcowych lat nauczania. Trochę to przypomina kształcenie na uczelniach technicznych. Ostatnie dwa, a może i trzy lata byłyby związane z przyszłą specjalizację absolwenta i nie byłyby jednakowe dla wszystkich studiujących.  Trudno ustalić zakres specjalizacji do wyboru przez studentów, ale wyobrażam sobie takie kierunki jak: internistyczno-neurologiczny, pediatryczny, chirurgiczny, ginekologiczno-położniczy, psychiatryczny, infekcyjno-dermatologiczny, diagnostyczny i jeszcze kilka innych oraz specjalizacja naukowo-badawcza. Uczelnie powinny różnić się w oferowanych kierunkach, a wybrane ośrodki akademickie mogą oferować dodatkowo nawet wąskie specjalizacje. Jeżeli lekarz po dyplomie chciałby zmienić wybór kształcenia specjalizacyjnego w stosunku do tego, w którym kształcił się na studiach, należałoby umożliwić mu (może odpłatnie) dorobienie brakujących zajęć szkolenia przeddyplomowego. Po studiach wybór stażu i specjalizacji powinien być kontynuacją wyboru dokonanego w trakcie studiów.

Wiedza i umiejętności praktyczne to nie jedyny wymóg wykształcenia dobrego lekarza. O ile ukształtowanie postaw moralno-etycznych jest problemem wymagającym odrębnej dyskusji, to na pewno studia powinny wyposażyć absolwenta w umiejętność właściwego kontaktu z chorym, przekonania pacjenta do właściwego współdziałania w procesie leczenia a także budowania zaufania do lekarza. Pamiętajmy, iż tak pacjent, tak jak i lekarz, urodzili się już w epoce cyfrowej technologii i stałego dostępu do mniej lub bardziej wiarygodnych informacji.

 Może to wszystko co napisałem to zbyt radykalna wizja przyszłości, ale spoglądając na zmiany w medycynie z ostatnich dwóch-czterech dekad widzimy ogrom zachodzącej  transformacji w naszej profesji. Będzie ona niewątpliwie postępować. Nie wiemy do końca w jakim kierunku.

Słuchaj rozmów w formie podcastu

ProMedico - Słuchaj rozmów w formie podcastu