Powrótdo góry

Napaść Rosji na Ukrainę rodzi coraz częstsze opinie, iż konflikt ten jest zapowiedzią dalszych działań zbrojnych w Europie, zwłaszcza na terenie państw nadbałtyckich i Polski. Lekarze oraz inni pracownicy służb medycznych (pielęgniarki, ratownicy medyczni, sanitariusze) zdają sobie sprawę z ich wyjątkowej roli w przypadku wybuchu konfliktu zbrojnego na terenie kraju. Zadajemy sobie jednak pytanie czy i jak w przypadku mobilizacji działań wojennych jesteśmy jako służby niosące pomoc rannym na polu walki chronieni przez prawo i konwencje międzynarodowe?

Teoretycznie, w czasie konfliktu zbrojnego osoby wykonujące zawody medyczne, takie jak lekarz, pielęgniarka, ratownik medyczny czy sanitariusz, są objęte szczególnym statusem ochronnym. Status ten wynika głównie z postanowień Konwencji Genewskich z 1949 roku oraz ich protokołów dodatkowych. Celem tej ochrony jest umożliwienie personelowi medycznemu niesienie pomocy rannym i chorym bez narażenia ich na atak lub represje.

A jaka jest rzeczywistość?

Podczas wojny w Syrii  organizacja Physicians for Human Rights udokumentowała 601 ataków na placówki medyczne oraz śmierć 930 pracowników służby zdrowia. Powszechną praktyką było stosowanie tzw. „double tap strikes” – drugiego ataku tuż po pierwszym, wymierzonego w ratowników medycznych niosących pomoc rannym.

W Ukrainie, w ciągu pierwszych 18 miesięcy inwazji Rosji, WHO zgłosiła aż 1363 potwierdzone ataki na opiekę zdrowotną – w tym 238 przypadków ostrzału szpitali, 117 ataków na ambulanse oraz ponad 500 incydentów zagrażających bezpośrednio personelowi medycznemu. Jednym z najbardziej nagłośnionych przypadków był ostrzał szpitala położniczego w Mariupolu.

Konflikty zbrojne, które wybuchły w ostatnich latach unaoczniają brutalną prawdę. Mimo obowiązywania międzynarodowego prawa humanitarnego, ochrona personelu medycznego i infrastruktury sanitarnej jest nagminnie naruszana. Ataki na szpitale, karetki, punkty medyczne czy nawet konwoje z pomocą humanitarną przestały być incydentami – stały się taktyką wojenną.

  Pięć lat temu Śląski Uniwersytet Medyczny wprowadził do programu kształcenia przedmiot „Medycyna pola walki”. Podczas zajęć studenci uczą się zasad ewakuacji, udzielania pomocy przy najczęściej powstających w walce obrażeniach oraz działań medycznych pod ostrzałem.  Obecnie śląska uczelnia wraz z komandosami z Lublińca organizuje studia podyplomowe pt.: „Medycyna Pola Walki”.

Temu zagadnieniu poświęcona była także konferencja  zorganizowana 10.czerwca. w Wyższej Szkole Biznesu w Dąbrowie Górniczej pt,: „Obowiązki przedstawiciela medycznego zawodu zaufania publicznego w obliczu mobilizacji lub konfliktu zbrojnego na terytorium RP”, w której czynny udział wzięła Śląska Izba Lekarska.

Niedawno zaś w odpowiedzi na rosnące niepokoje w środowisku  medyków oraz powtarzające się prośby o praktyczne przygotowanie do działania w sytuacjach zagrożenia militarnego, na wniosek Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Katowicach zorganizowano wyjątkowe szkolenie. Inicjatorką szkolenia była ppor. Aneta Trzcińska, która wraz ze swoim wojskowym zespołem  przeprowadziła intensywne, trzydniowe ćwiczenia dla medyków z Katowic i Bielska – Białej.

Szkolenie miało charakter zamknięty i immersyjny — uczestnicy zostali skoszarowani
i całkowicie odcięci od świata zewnętrznego, by w pełni skoncentrować się na zadaniach. Program obejmował zarówno część teoretyczną, jak i praktyczną. W pierwszym etapie omawiano m.in. podstawy międzynarodowego prawa humanitarnego, kwestie cyberbezpieczeństwa oraz zasady reagowania w sytuacjach kryzysowych. Część praktyczna była intensywna i zróżnicowana. Zawierała naukę zasad bezpieczeństwa przy pracy z bronią, zasady jej użycia, postawy strzeleckie i strzelanie na strzelnicy. Uczestnicy szkolili się również
z zakresu medycyny pola walki, wspinaczki linowej — w tym ewakuacji z budynków — oraz technik samoobrony.

Kulminacyjnym punktem była nocna symulacja ataku zbrojnego na miejsce publiczne, o której uczestnicy nie były wcześniej uprzedzeni. W opuszczonym budynku oraz jego otoczeniu rozmieszczono kilkudziesięciu „rannych” statystów, z pozorowanymi, realistycznymi obrażeniami. Zadaniem uczestników — w pełnym oporządzeniu: hełmach, kamizelkach kuloodpornych, z bronią — było udzielenie pomocy zgodnie z zasadami medycyny taktycznej. Intensywność emocji, ciemność, hałas i ograniczony czas działania odzwierciedlały rzeczywiste warunki pola walki.

Ćwiczenia te unaoczniły uczestnikom fundamentalne różnice między medycyną szpitalną, ratunkową, a medycyną pola walki. W sytuacji zagrożenia nie wystarczają wiedza
i umiejętności kliniczne — kluczowe stają się szybkie decyzje, opanowanie, zdolność pracy zespołowej i jasny podział ról. Szczególnego znaczenia nabiera rola lidera — kierownika działań medycznych — którego spokój, kompetencje i autorytet mogą decydować o skuteczności całej operacji ratunkowej. Szkolenie to pokazało, jak bardzo potrzebne są tego typu ćwiczenia w przygotowaniu cywilnego personelu medycznego do pracy w warunkach, które jeszcze niedawno wydawały się jedynie hipotetyczne.

  I choć, zgodnie z art. 85 Protokołu I do Konwencji Genewskich, umyślne ataki na medyków stanowią zbrodnię wojenną i podlegają międzynarodowej odpowiedzialności karnej,  to praktyka pokazuje, że bezkarność i brutalizacja współczesnych konfliktów stają się normą.

  Mimo  to pamiętajmy, że  w czasie nadzwyczajnych warunków lub wojny, lekarzy i personel medyczny obowiązują nadal normy wynikające z przynależności do zawodów zaufania publicznego. Kodeks Etyki Lekarskiej oraz Kodeks Etyki Zawodowej Pielęgniarki i Położnej, nakazują niesienie pomocy osobom w stanie zagrożenia życia. Obowiązki zawodowe zaś nie mogą być zaniechane z powodu warunków konfliktowych, a osoba wykonująca zawód medyczny musi odróżniać obowiązki cywilne od wojskowych, zachowując zasady humanitaryzmu i neutralności medycznej.

 

 

Słuchaj rozmów w formie podcastu

ProMedico - Słuchaj rozmów w formie podcastu