Powrótdo góry

Ledwie skończyła się kilkuletnia batalia z wirusem SARS-CoV2, a  europejscy lekarze muszą myśleć o zagrożeniu jakie niosą ze sobą rosnące napięcia polityczne. Toczące się wojny w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie każą nam coraz poważniej zastanawiać się, co powinniśmy zrobić, gdyby wojna przekroczyła granice Polski? Czy polski lekarz jest dziś gotowy na wojnę lub pomoc w czasie katastrof?

Pandemia pokazała nam, że gremialnie szybko potrafimy zaadaptować się do bieżących potrzeb i oczekiwań. Jednak znacznie lepszym rozwiązaniem są działania zapobiegawcze. Systemowe. O ile mamy nikły wpływ na działania polityczne  zwłaszcza na arenie międzynarodowej, to jednak rozsądek nakazuje skupić się na możliwościach krajowych. Problemów jest wiele, a te infrastrukturalne czy sprzętowe są chyba najmniej istotne. Liczy się przygotowanie mentalne i merytoryczne.

Planowanie i zapobieganie zawsze wychodziło nam najgorzej. Natura Polaka niestety jest zatruta jadem bufonerii, próżności i zamiłowaniem do prowizorki. Bazując na trudnej historii, wiemy, że jako naród jesteśmy gotowi do poświęceń i wyrzeczeń. Jednak w XXI wieku bohaterstwo często bywa przez nas mylone z głupotą i donkichotyzmem. Wynika to ze zmiany systemu kształtowania wartości, idei, przekazywanej wiedzy i chęci nabywania doświadczeń. Widzę, że system edukacji prowadzonej po upadku komunizmu coraz bardziej kuleje. Brak zrozumienia przez ludzi potrzeby kształcenia przekłada się na zupełny brak wiedzy ogólnej w młodszych pokoleniach i powiększania intelektualnego rozłamu społecznego, a niechęć do pracy prowadzi do gnuśnienia mentalnego i niepełnosprawności fizycznej. Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Systemowo. Mamy tego widoczny efekt. Nie mogę generalizować w tym piętnowaniu społeczeństwa, jednak pojedyncze wybitne jednostki nie są w stanie z szybkim tempie zmienić myślenia masy ludzkiej i przekonać do efektywnego działania.

 Ten wadliwy system edukacji zakaził też drogę kształcenia lekarzy. Piękna idea systemowego ujednolicenia kształcenia odbija się czkawką. Sarmackie geny trudno wykorzenić. Ilość wypiera jakość. Studenci uczą się z baz danych do testów, nie potrafią konstruktywnie myśleć, rozmawiać z pacjentem ani jego rodziną. Kompetencje społeczne i kulturę nabywają za pomocą smartfona, a doświadczenie kliniczne zdobywają na fantomach i w świecie wirtualnym. Co zresztą większości z nich bardzo odpowiada, a szkoda. Nauczyciele akademiccy są co rusz demotywowani. Zanikł etos lekarza i nauczyciela.

 Nasze przygotowanie w obliczu zagrożenia militarnego przypomina więc farsę! Systemowo. Na gwałt próbuje się teraz uruchamiać płatne szkolenia podyplomowe dla tych, którzy już praktykują, modyfikować program nauczania dla tych, którzy dopiero będą studiować. Tysiące młodych ludzi, którzy aktualnie studiują i będą odpowiadać za leczenie rannych, w przypadku interwencji zbrojnej są zawieszoni w próżni. Systemowo. Wydaje się, że najbardziej przygotowani na ewentualne działania są anestezjolodzy, zabiegowcy i lekarze medycyny ratunkowej (o pielęgniarkach i ratownikach nie piszę celowo, bo nie mnie oceniać ich kompetencje). Ale ilu ich mamy? W jakim wieku? Jaka jest ich realna sprawność w obliczu przeciążenia systemu?

Regionalne inicjatywy, choć cenne, mają ograniczony zasięg. Budowa szpitali wojskowych jest w gruncie rzeczy realizacją partykularnych interesów wybranych gremiów lub nawet jednostek. Tworzenie w każdym powiecie szpitala (z nazwy) klinicznego jest chwytem marketingowym. Uczelnie wojskowe nie istnieją, choć byłyby dobrym rozwiązaniem na czas pokoju, bo wojny nigdy wykluczyć się nie da. Muł i mizeria. I nasz wróg dobrze o tym wie. 

Co zrobić, aby polski lekarz nie był bezbronnym, a potrafił korzystać ze swojej wiedzy i umiejętności w razie potrzeby i to niezależnie od rodzaju specjalizacji? Aby potrafił je dostosować do bieżących potrzeb? Należy podejść do problemu globalnie, nie rozdrabniać się, dyskutując o otwieraniu nowych specjalizacji i podspecjalizacji. Trzeba uczyć praktycznie. Tutaj może w zdecydowany i merytoryczny sposób zadziałać samorząd lekarski. Wciąż nie jest za późno na mądre decyzje, które odważnie muszą podjąć mądrzy ludzie. Ale nie jest ich wielu lub boją się wychylić głowę ponad tłum, aby nie zostać jej pozbawionym przez tych, którym status quo jest na rękę.      
 

 

 

Słuchaj rozmów w formie podcastu

ProMedico - Słuchaj rozmów w formie podcastu