Powrótdo góry

Primo, transplantologia jest bardzo medialnym tematem. Pobudza wyobraźnię, odnosi się do altruizmu, utylitaryzmu społecznego. Polskie społeczeństwo zaakceptowało fakt, że rozwój transplantologii wpisuje się w postęp świata. Generalnie zatem wzbudza pozytywne emocje. Niechlubne jednostki, szarlatani, próbują zawracać bieg historii, przedstawiając fałszywe dowody na nierzetelność medyczną, są „stańczykami” nakazującymi mieszać w głowach kaduceuszem. 

Secundo, do dyskusji publicznej, co pewien czas, powraca temat eutanazji. Zarówno w kontekście tej świadomej, której wykonanie jest już legalne w krajach Beneluksu, Hiszpanii, Portugalii a nawet Albanii, jak i tak zwanej eutanazji biernej (ortotanazji), czyli decyzji o zaprzestaniu sztucznego podtrzymywania życia osoby chorej. Pacjent zwykle jest zbyt ciężko chory, aby podjąć taką decyzję samodzielnie i świadomie. Rezygnacja z leczenia doprowadzi do jego śmierci. Śmierć zostanie przyspieszona. Granica między eutanazją, a zaniechaniem terapii daremnej jest wąska choć wyraźna. I to właśnie stanowi zarzewie do wzniecania spekulacji na temat potencjalnej szkody dla pacjenta, oskarżeń w kierunku środowiska medycznego o celowe powodowanie śmierci dla osiągnięcia określonych celów, itd. Generalnie wzbudza złe emocje. Pojawiają się nawet sugestie o handel narządami…

I taki obraz stanowi punkt wyjścia do omówienia tematu  o możliwości pobierania tkanek i narządów od dawców, po stwierdzeniu nieodwracalnego zatrzymania krążenia (DCD, donors after circulatory death). W naszej świadomości, także lekarskiej, funkcjonuje w zasadzie jeden scenariusz stwierdzenia zgonu pacjenta do celów donacyjnych – związany z trwałym nieodwracalnym ustaniem funkcji mózgu (DBD, donors after brain death). Natomiast w krajach o większym postępie transplantacyjnym, potencjale donacyjnym, grupa pacjentów DCD rośnie. Oczywiście aby tak się mogło stać, zostały wypracowane schematy medyczne, regulacje prawne, pojawiła się świadomość i akceptacja społeczna. W Polsce, pomimo iż dysponujemy rozwiązaniem prawnym, to rzadko z niego korzystamy. Głównie z lęku i dla świętego spokoju. Tymczasem w Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii, Francji i Hiszpanii zmarli z grupy DCD stanowią lwią część potencjału donacyjnego.

A  przecież tak samo, jak wprowadzamy w naszym kraju robotyzację w chirurgii, nie bojąc się na odległość przeprowadzać skomplikowane operacje, jak z przekonaniem zmieniamy farmakoterapię w oparciu o wyniki badań naukowych, powinniśmy zmienić przyzwyczajenia w tym trudnym dla wielu obszarze.

Procedura DCD jest oparta na medycznej pewności, że pacjent doznał nieodwracalnego urazu mózgu uniemożliwiającego przeżycie (nie spełniającego kryterium śmierci mózgu), a rodzina i zespół medyczny niezależnie ocenili, że dalsze podtrzymywanie funkcji życiowych nie leży w najlepszym interesie pacjenta. Wtedy, najpopularniejszą metodą zakończenia leczenia (w klasyfikacji Maastricht to kategoria 3) jest zatrzymanie wentylacji, co prowadzi do kontrolowanego zatrzymania krążenia. Po ustalonym czasie (zwykle 5 minutach) oficjalnie stwierdza się zgon i transportuje zmarłego na salę operacyjną celem pobrania narządów.

Tertio, transplantologia zazębia się ze zjawiskiem świadomie podejmowanej eutanazji coraz bardziej. W krajach, w których eutanazja na życzenie jest legalna, pacjenci po swojej śmierci często stają się dawcami narządów. Dotyczy to przede wszystkim osób z postępującymi nieuleczalnymi chorobami neurodegeneracyjnymi. 

Myślę, że jesteśmy gotowi na otwartą dyskusję w środowisku lekarzy, zainteresowanych prawników, zrzeszeń pacjentów. Dyskusję trudną, generującą wiele pytań i wątpliwości. Ale bez niej nie będziemy w stanie pójść naprzód.

 

 

Słuchaj rozmów w formie podcastu

ProMedico - Słuchaj rozmów w formie podcastu