Powrótdo góry

Raz po raz, prawdopodobnie z powodu jawnie ujawnianych punkowych i buntowniczych korzeni, proszony jestem o przewodniczenie sesjom poświęconym legalizacji leczniczej marihuany oraz ekscytującego ludzi pomysłu wprowadzania małych dawek halucynogenów do leczenia chorób psychicznych. I raz za zarazem odmawiam z tego samego powodu.

Uważam, że to po pierwsze niebezpieczne, ponieważ może to spowodować psychozy toksyczne u osób podatnych, mogąc odegrać rolę mechanizmu spustowego dla schizofrenii czy choroby dwubiegunowej. Wiem również jaki jest los psychostymulantów w USA, gdzie połowa wykupionych lekarstw ginie w domu zużyta przez rodziców, a nie przez dzieci oraz jaki los spotkał na początku dystrybucji antagonistę receptorów NMDA, który zniknął z aptek wieszcząc triumfy w drugim obiegu na czarnym rynku. Znajomi mówią mi też, że ponieważ marihuana bez THC działa słabiej to biorą jej więcej. Skąd jednak taka ekscytacja tymi tematami?

Moim zdaniem jest to chęć uwolnienia się od ciągłego pytania, ile pyłu z jarzeniówki czy proszka do prania albo innego zioła dealer dodał do narkotyku. Brakuje na rynku narkotyków o czystości farmaceutycznej, a ich legalizacja rozwiązałaby problem ich wiarygodnego dawkowania. Niektóre z substancji psychoaktywnych są od dawna dostępne dla lekarzy, ku zadowoleniu eksperymentatorów, zażywających 7-8 tabletek amantadyny, albo morfinizujących się rekreacyjnie. Ale inni też chcą i chce ulica, więc czy nauka nie powinna zrobić tego, co robi zwykle – dać ludziom to czego chcą? Otóż nie.

Do końca tego nie rozumiemy, ale narkotyki prawdopodobnie trwale uszkadzają mózg. Dzieje się to na subtelnym poziomie, być może synaptycznym albo kwantowym, ale pułapka, związana ze zwiększeniem aktywności mózgu powyżej poziomu fizjologicznego otwiera się przed każdym poszukiwaczem przygód. Sięgając do wspomnianych korzeni sam miałem kilku kolegów, którzy nie żyją, bo szukając ucieczki od rzeczywistości wzięli za dużą dawkę benzodiazepin i zmarli we śnie (jeden z nich pod śniegiem w czasie śnieżnych świąt majowych), a inny wyskakując przez balkon po amfetaminie, bo jak powiedział świadkom – nagle nauczył się latać. Chodzi mi jednak o coś innego – o zmianę, która zawala chodnik w sztolni poszukiwacza skarbów, i znika on na zawsze z powierzchni świadomości nie odzyskując kontaktu ze światem.

Krótkie studium przypadku dla ilustracji. Pacjent z długim wcześniejszym wywiadem z używaniem marihuany zażył na imprezie w innym kraju, gdzie studiował halucynogen o ulicznej proweniencji. Jeden raz. Powrót do poprzedniego funkcjonowania jego mózgu i normalnego metabolizmu rzeczywistości zajął nam, lekarzom trzy miesiące. Pacjent został przeze mnie przestrzeżony niepoliczalną liczbę razy, że ta droga – wycieczek narkotykowych do odmiennych stanów świadomości jest dla niego zamknięta do końca życia, ponieważ przy następnej próbie, jak wiedziałem z innych przypadków klinicznych, psychoza będzie silniejsza i może to być już nie zespół schizofrenopodobny spowodowany używaniem substancji psychoaktywnych tylko schizofrenia na całe życie. Pacjent z przytomnym i inteligentnym spojrzeniem potwierdzał, że rozumie co do niego mówię, i jak przeczuwa każdy, kto zna ludzką naturę, po pół roku sięgnął po zakazany owoc i po nieudanych próbach leczenia wieloma lekami przeciwpsychotycznymi ostatecznie został wypisany z oddziału na klozapinie i z jednoznacznym już rozpoznaniem. Tragedia. Czy jednak tylko tragedia?

Narkotyki towarzyszą cywilizacji prawdopodobnie od jej zarania. Są elementem rytuałów religijnych, tak jak jeszcze w naszych czasach zażywanie Peyotlu przez Indian z Mezoameryki na koniec mistycznych pielgrzymek prowadzonych przez szamana czy też poddaną zakłamaniom głuchego telefonu opowieścią z mitologii greckiej, w której Pytia odurzała się w Delfach narkotycznym dymem, bełkocząc w delirium słowa, interpretowane następnie jako proroctwa petentom przynoszącym dary do Świątyni Apollina. Co ciekawe – wg mitologii proroctwa były prawdziwe i trafione. I co jeszcze ciekawsze dla fascynatów ludzkiego behawioru i wiedzy o ludzkiej naturze – w wielu przypadkach ludzie i tak robili to co chcieli, nie słuchając Pytii. Tak jak mój pacjent.

Mózg ma przed nami na pewno jeszcze wiele tajemnic, ale przez wzgląd na zmianę jego rozumienia z modelu białkowej maszyny, w której impulsy krążą po aksonach jak po kablach elektrycznych do modelu białkowej maszyny kwantowej, w której czynnościowe zespoły neuronów wchodzą w stan superpozycji, w których kontaktują się z fizycznymi polami mentalnymi w stanie nieokreśloności w informacyjnych wymiarach rzeczywistości – być może należałoby zastanowić się na czym w ogóle polega myślenie i co robią z mózgiem te narkotyki?

To, że mózg nie działa na zasadzie przewodzenia impulsów mózgowych jak po kablach oraz że nie przechowuje informacji w postaci zmian w strukturze mózgu, czyli jak na płycie przekonał nas już (choć „nas” oznacza osoby, które o tym wiedzą, czyli niewielu) Karl Lashley. Przypomnę jego jeden prosty eksperyment – policzył ile średnio trwa czas pomiędzy uderzeniami kolejnych klawiszy przez pianistę, a następnie czas trwania aferentnej i eferentnej drogi nerwowej uzyskując wynik na korzyść niemożliwości. Warto poczytać o jego eksperymentach sprzed dziesiątek lat, w których stwierdził nowe cechy mózgu – ekwiwalentność szarej kory i efekt masy. Więc jak działa mózg? Karl L. sam łamał sobie nad tym głowę i na zasadzie genialnej intuicji doszedł do tych samych wniosków co Roger Penrose i Stuart Hameroff – że istnieją fizyczne pola behawioralne, które kontrolują mózg i są odpowiedzialne za nasze zachowanie. O.K. (taka pisownia „ok” wynika ze źródłosłowu, którym był slogan wyborczy zawierający inicjał kandydata w czasie jednej z kampanii prezydenckich w USA).

No i co z tego? To, że mózg nie uczy się poprzez kodowanie informacji, tylko poprzez umiejętność synchronizacji do coraz większych i bardziej złożonych informacyjnych pól morficznych. Ta nauka trwa od dziecka przez całe życie, jest żmudna jak każda szkoła i praca i polega na zmuszaniu mózgu do coraz większej aktywności, stymulującej tworzenie i utrzymywanie nowych synaps, formujących sieci, w które „łapiemy przedmioty świadomości”. Ponieważ aktywność mózgu jest związana ze zdolnością ich uświadamiania, więc poprzez wpływ na tę aktywność można wpływać na to co jesteśmy sobie w stanie uświadomić.

Kwantowe procesy działają na biologicznym hardware. Mózg pracuje odbierając myśli, emocje i kierując działaniem, a pracując męczy się i musi odpocząć. Mówimy o tym pacjentom nazywając to higieną psychiczną. Każdy rozwija ten hardware tak, że w sposób skokowy i na przestrzeni lat dostrzec można radykalne zmiany w jaki sposób spostrzega się rzeczywistość na poziomie siedmio- trzydziesto- i pięćdziesięciolatka.

Jestem przekonany, że można tak zmodyfikować chemicznie lub fizycznie pracę mózgu, że siedmiolatek będzie mógł doświadczać rzeczywistości jak pięćdziesięcioletni profesor. Przypuszczam jednak, że już po chwili tkanka nerwowa dziecka zmęczyłaby się i odmówiła pracy. Jeżeli byłby to narkotyk, którego działania nie da się przerwać mogłoby to doprowadzić do wyczerpania metabolicznego, a nawet być może uszkodzenia komórek i podzespołów mózgu. Być może nieodwracalnego. I być może tego doświadczają pacjenci, którzy fundują sobie przeżycia, do których ich mózg nie jest zaadoptowany.

Znajomy opowiadał mi swoją historię, która doskonale to ilustruje. Po zjedzeniu zalecanej liczby grzybów halucynogennych z psylocybiną zaczął uświadamiać sobie myśli, poglądy i związki, które wcześniej nie przychodziły mu do głowy. Zaczął czuć więcej, słyszał nadprzyrodzone głosy przemawiające do niego i widział rzeczy, których nigdy nie widział. Czyli normalny trip po halucynogenach, kreatywnie w przypadku medycznych halucynogenów nazwany objawami dysocjacyjnymi. Powiedział mi, że to było fajne przez pół godziny, ale potem zaczęło to być męczące. Potem włączył się u niego strach, który narastał przez kolejne kilkanaście godzin. I nagle, po około 15 godzinach, nad ranem, kiedy siedział pod kołdrą trzęsąc się ze strachu wszystko znikło. Powiedział, że kiedy trip minął, był to najszczęśliwszy moment w jego życiu. Ale nie u każdego mija.

 

 

 

Słuchaj rozmów w formie podcastu

ProMedico - Słuchaj rozmów w formie podcastu