21 lipca 2025
Z Dorotą Rzepniewską psychiatrą i psychoterapeutą, pełnomocnikiem ŚIL ds. zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów rozmawia Piotr Biernat
Jako pierwsza w kraju przeprowadziła pani ankietę na temat spostrzegania przez lekarzy problemu uzależnień w środowisku medycznym. Co z niej wynika?
Pracuję jako pełnomocnik ORL w Śląskiej Izbie Lekarskiej od 18 lat. W tym czasie skorzystało z mojej pomocy kilkuset lekarzy, jedni wygrali z nałogiem i powrócili do zawodu, inni nadal w nim tkwią, nie starają się nawet o odzyskanie prawa wykonywania zawodu. Są też tacy, którzy w konsekwencji uzależnienia odeszli na „wieczny dyżur”. Chciałam dowiedzieć się czy lekarze z terenu naszej Izby widzą problem w nadużywaniu środków psychoaktywnych w naszym środowisku i w jakim stopniu jest on dla nich istotny. Przede wszystkich zaś chciałam zbadać preferencje lekarzy co do sposobów wsparcia w leczeniu uzależnień, które może zaoferować samorząd lekarski.
Kto odważył się wziąć udział w tym badaniu?
Najwięcej osób, które wypełniało ankietę to ci, którzy pracują w zawodzie lekarza krócej niż 6 lat. Tych było 37 %. Nieco mniej, bo 33 % to lekarze, którzy pracowali j od 6 do 20 lat i 30% pracujący powyżej 20 lat. Muszę powiedzieć, że nie zaskoczyły mnie wnioski. Aż 63% ankietowanych była świadkiem używania substancji psychoaktywnych lub alkoholu w miejscu pracy. Ponad 33% spotkało takich kolegów i koleżanki na sali operacyjnej przed lub po zabiegu. Niezabiegowców, którzy spotkali kolegów w pracy, którzy pili było mniej ( 17%). Wiem, że pracując przy stole operacyjnym w zespole łatwiej jest to dostrzec, a u osób pracujących samodzielnie np. w przychodni ( specjalności niezabiegowe) problem używania psychoaktywnych środków, zwłaszcza we wczesnych etapach znacznie trudniej zauważyć.
Lekarze nawet przyłapani na gorącym uczynku mówią, że piją jak wszyscy. Tymczasem analizy wskazują, że zawód lekarza jest szczególnie narażony na uzależnienia.
Nie znam takich badań z terenu Polski. Badania na populacji lekarzy w USA wykazały , ze 8-12 %, a miejscami nawet 15 % lekarzy ma problemy spowodowane piciem alkoholu lub przyjmowaniem innych substancji psychoaktywnych. U 20-25 % mężczyzn lekarzy występują poważne problemy alkoholowe, a uzależnienie od alkoholu dotyczy 8-10% . Wskaźniki dotyczące kobiet lekarzy są mniej więcej o połowę niższe. W Stanach Zjednoczonych rozkłada się to tak, że w 50.3 % przypadków nadużywany jest alkohol, w 35.9 % przypadków opioidy, w 7.9 % psychostymulanty, a w 5% inne substancje psychoaktywne . Aż 50% badanych przyznała się do nadużywania kilku substancji ale tylko 17% podjęło leczenie odwykowe. Z mojego doświadczenia wynika, że w ostatnich latach częściej lekarze nadużywają leków, narkotyków i alkoholu ( uzależnienie krzyżowe). Starsi lekarze ( po 60 r.ż.) wciąż sięgają po sam alkohol lub łączą z nim leki psychotropowe, głównie z grupy benzodiazepin. Według danych NIL mamy w naszym kraju 120 tys. lekarzy i około 40 tys. lekarzy dentystów, czyli około 160 tys. lekarzy ogółem. Zakładając zatem, że i u nas, 8-15% ma problem z używaniem alkoholu i substancji psychoaktywnych, to mamy w Polsce 12-20 tys. lekarzy z problemem. Czy zdajemy sobie sprawę z tego ilu kolegów i koleżanek może potrzebować pomocy? Nasz zawód jest związany z większym ryzykiem wypalenia zawodowego, które według badań wprost koreluje z częstszym nadużywaniem alkoholu i substancji psychoaktywnych. Używanie szkodliwe nie zawsze jest tożsame z uzależnieniem ,ale wniosek może być tylko jeden. Zawód lekarza więc zdecydowanie wiąże się z większym ryzykiem uzależnień!
Jest na to ciche przyzwolenie środowiska?
Na pewno przyzwolenie na picie w pracy nie przypomina tego z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, gdy w niektórych miejscach rozpoczynano odprawę od wypicia kilku głębszych . Nie mamy wciąż jednak wypracowanych metod reagowania na picie kolegów w miejscu pracy. Myślę, że wciąż pokutuje wieloletnie umniejszanie problemu, zamiatanie pod dywan, brak rozwiązań systemowych i brak odwagi na poruszanie tych wstydliwych kwestii. Zapytałam w ankiecie o to, jak reagują lekarze, gdy widzą swoją koleżankę , kolegę pod wpływem alkoholu lub narkotyków w pracy. Okazało się, większość, bo aż 71%, nie chce tego widzieć. Tylko 15% odważyło się na bezpośrednią rozmowę z osobą nadużywającą tych środków, a 14% ankietowanych zgłosiła sprawę przełożonemu.
Czy ankieta dotarła do uzależnionych lekarzy?
Znając osoby uzależnione myślę, że to nie oni odpowiadali na pytania ankiety, a osoby z ich otoczenia czyli członkowie rodzin, koleżanki, koledzy, przełożeni szukający pomocy dla pijącego lekarza. Sami uzależnieni po pomoc zgłaszają się niezwykle rzadko.
Nie mają zaufania, wstydzą się czy boją o pracę?
To jest specyfiką każdego nałogu. Uzależnienie to choroba zaprzeczania, wstydu, którą w dodatku traktuje się jako chorobę zawinioną. Mówi się, choć to nieprawda, że ktoś zasłużył sobie na to, że jest alkoholikiem, lekomanem, narkomanem. Do tego dochodzi wciąż aktualna społeczna stygmatyzacja ludzi uzależnionych. Dlatego też wielu nie przychodzi po pomoc bo albo się wstydzą ujawnić, albo mówią, że nie wiedzą gdzie szukać wsparcia.
W dzisiejszych czasach, gdy pełno różnych prywatnych albo publicznych przychodni odwykowych? Samorządy lekarskie od lat oferują pomoc w kontaktach ze specjalistami od uzależnień. Może wolą nie wiedzieć?
Też mnie to niepokoi. Od lat staram się aby informacja o możliwym wsparciu dla osób szukających pomocy i radzeniu sobie z uzależnieniami docierała do lekarzy z naszej Izby. Informacja o numerze telefonu do pełnomocnika, moim dyżurze telefonicznym we wtorki jest stale publikowana na łamach „Pro Medico”. Mamy informacje dedykowane działalności pełnomocnika na stronie internetowej ŚIL. Tymczasem z ankiety wynika, że aż 61 % ankietowanych przyznaje, iż nie słyszało o formach wsparcia oferowanych przez lekarski samorząd. Jednocześnie tyle samo – 61% badanych uważa uzależnienie lekarzy za istotny problem naszego środowiska. Zapytałam też w ankiecie, które działania samorządu lekarze uważają za najskuteczniejsze? Okazało się, że zdecydowana większość wskazała na wsparcie kolegów z pracy ( czyli potrzebę właściwej reakcji środowiska, które wie jak rozmawiać, jak motywować do sięgania po pomoc) oraz konsultacje z psychiatrami lub psychoterapeutami. Dzięki takiemu systemowi wsparcia, specjaliści udzielaliby indywidualnych konsultacji dla lekarzy z terenu naszej Izby bez konieczności oczekiwania w długich kolejkach na takie świadczenia w publicznej opiece zdrowotnej. To wskazówka dla samorządu, że trzeba taki system zbudować. Bardzo ważne jest edukowanie oraz ćwiczenie konkretnych umiejętności zapobiegania wypaleniu zawodowemu, które sprzyja nadużywaniu alkoholu i substancji, a wymaga diagnozy oraz konkretnych działań prewencyjnych, by zapobiegać zamiast leczyć.
Skala problemu uzależnień wśród medyków wciąż jednak rośnie. Okazuje się, że choć dyplom lekarski nie chroni od uzależnienia, to -jak się okazuje-pozwala na dobre maskowanie się.
Do dziś nikt nawet nie opublikował dokładnych badań ilu lekarzy w Polsce może mieć problem z uzależnieniem, nikt tych badan nie odważył się zrobić, bo to wstydliwy i niewygodny temat. Tymczasem dyplom lekarza nie tylko nie chroni przed nałogiem , ale wręcz do niego predestynuje. Generuje ponadto trudności w wejściu w rolę pacjenta. Lekarz przecież zawsze siedzi po przeciwnej stronie biurka. Wciąż ma obawę utraty autorytetu i stygmatyzacji, że nie będzie wiarygodny w zawodzie jako osoba z problemem uzależnienia.
Nie dziwi się pani tej zmowie milczenia?
W ogóle mnie to nie dziwi. Ludzie w szponach mechanizmów iluzji i zaprzeczeń do końca będą zaprzeczali, że mają problem. W Polsce przecież nie ten jest alkoholikiem , który leży pijany w dyżurce, a ten co poszedł do poradni odwykowej. Gdy lekarz idzie do pracy po alkoholu, lekach lub narkotykach, to znak, że stracił właśnie kontrolę nad swoim piciem lub braniem różnych substancji. Nie jest przecież głupi, żeby łamać prawo, po prostu przestał już kontrolować siebie, swoje życie i jest na równi pochyłej.
Maskują się więc, nie chcą dostrzegać problemu, a jak wiadomo, są w tym mistrzami.
Niestety mechanizm iluzji i zaprzeczania, który kręci się w głowach uzależnionych lekarzy jest dodatkowo połączony z wiedzą medyczną. Dlatego tak łatwo lekarze maskują swoje problemy alkoholowe. Mówią na przykład, że mają wysokie próby wątrobowe, bo chorują na zespół Gilberta, a nie wynik picia albo, że ręce im się trzęsą bo to efekt Parkinsona, a nie zespołu abstynencyjnego. W ten sposób wiedza medyczna wspiera tkwiący w nich mechanizm iluzji. Niezwykle trudne jest też leczenie uzależnionych lekarzy. Najczęściej chcą się sami leczyć wypisując sobie recepty na leki uspokajające, które popijają alkoholem. Jak nietrudno się domyślić, to dodatkowo komplikuje problem zamiast go rozwiązać i po chwili mamy już uzależnienie krzyżowe od kilku substancji psychoaktywnych. Decyzja o pójściu na odwyk jest odwlekana w nieskończoność. W efekcie lekarze uzależnieni trafiają do terapii uzależnień w znacznie gorszym stanie niż pozostali pacjenci, często już z poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi, dramatami rodzinnymi i problemami prawnymi. Niestety często bywa, że na pomoc jest już za późno.
Najnowsze artykuły
Popularne
Słuchaj rozmów w formie podcastu














