Powrótdo góry

Rozwój medycyny na przełomie XX i XXI wieku nie byłby możliwy bez jej podziału na wąskie specjalizacje. Postęp wymaga sięgania w głąb wiedzy, a niezwykle szybki rozwój złożonych i kosztownych technologii powoduje, że uzyskanie w nich biegłości staje się możliwe tylko dla wąskiego grona specjalistów.

 Lekarze przytłoczeni ogromem wiedzy i zalewem informacji sami dążą do zawężania swojej działalności do zakresu, w którym czują się kompetentni. Pozwala to na osiągnięcie sprawności w wąskiej dziedzinie i opanowanie odpowiednich technik, co daje duże szanse osiągnięcia perfekcji, wybicia się i – co nie jest bez znaczenia – satysfakcjonującego uposażenia. Takiemu podejściu sprzyja traktowanie medycyny jako health business, lekarza jako health provider, a chorego jako health consumer.

Trudno przecenić rolę specjalistów w ratowaniu życia i zdrowia pacjentów. Zaufanie, jakim obdarzają ich poszukujący pomocy chorzy jest w pełni uzasadnione i zrozumiałe. Nasuwa się jednak pytanie o przyczynę powszechnego niezadowolenia z jakości opieki zdrowotnej.

Znalezienie odpowiedzi ułatwia uświadomienie sobie, że chorzy uratowani dzięki spektakularnym procedurom stanowią mniejszość wśród poszukujących pomocy lekarskiej. Większość chorych przychodzi bowiem do lekarza nie z konkretnie zdefiniowaną chorobą, ale z bardzo nieswoistymi dolegliwościami oraz swoją indywidualnością. U podłoża cierpienia leżą nie tylko zaburzenia biofizyczne czy biochemiczne, ale także czynnik psychiczny, tak wrodzony (intelekt, skłonności, temperament), jak i nabyty (wychowanie, (nie)wiedza, nawyki, preferencje, przekonania). Nie bez znaczenia jest czynnik socjalny i kulturowy, niosący ze sobą obok pozytywnych, także negatywne postawy społeczne, jak np. alkoholizm czy nikotynizm. W takiej rzeczywistości mirażem jest znalezienie przyczyny i leku na każdą dolegliwość. Zdarza się i tak, że niektóre z proponowanych metod diagnostyki i leczenia przynoszą większe korzyści lekarzom, a przede wszystkim producentom leków lub sprzętu, niż samym chorym, którym w założeniu mają służyć.

Niełatwo wskazać, jak można tej sytuacji zaradzić. Konieczny jest wysiłek intelektualny i organizacyjny całego społeczeństwa. Szczególna rola przypada tu organizatorom życia społecznego, którzy są odpowiedzialni za wybór najbardziej sprawnego modelu ochrony zdrowia. Konieczne jest zmniejszenie zapadalności na najczęstsze choroby przewlekłe, a także zapobieganie niepełnosprawności i ulżenie cierpieniom, które te choroby powodują. Nawet heroicznym wysiłkiem uratowani od śmierci pacjenci muszą się znaleźć pod opieką lekarza, który zajmie się ich dalszym leczeniem. To musi być lekarz, który zna najnowsze osiągnięcia medycyny klinicznej aby umiejętnie korzystać z wąskospecjalistycznych konsultacji, ale nie są mu obce także osiągniecia nauk humanistycznych, by dostrzegać i rozumieć różnorodne potrzeby chorego oraz być świadomym tkwiących w nim tajemnic.

Lekarz świadomy, że rozpoznanie nie jest prostym skatalogowaniem usterek organizmu, ale znalezieniem wspólnego mianownika istniejących zaburzeń, który zna możliwości, ale i ograniczenia oraz zagrożenia medycyny, który umie na tej podstawie dokonywać trafnych wyborów i pokierować przychodzącym do niego pacjentem niezależnie od tego, jak bardzo nieswoiste są objawy jego choroby, który wie, że nie ma niezawodnych w każdych okolicznościach metod i algorytmów, ani wyniku, który nie mógłby być źle interpretowany, lekarz, który nie będzie się obawiał przekonywać chorego o jego osobistej odpowiedzialności za własne zdrowie i będzie to umiał robić. Lekarz wszechstronnie wykształcony, który nie traci umiejętności całościowej oceny chorego mimo zdobycia bardziej szczegółowej specjalizacji, a pełniąc funkcję lekarza rodzinnego potrafi skutecznie koordynować pracę innych specjalistów. To lekarz internista XXI wieku.

 

Słuchaj rozmów w formie podcastu

ProMedico - Słuchaj rozmów w formie podcastu